Komentowanie wyglądu i zabiegów osób publicznych wymknęło się spod kontroli

O granicach, które zniknęły, o odpowiedzialności, której brakuje – i o lekarzach, którzy zapoczątkowali analizowanie twarzy osób publicznych, ale zagranicznych zamiast edukować pacjentów…

Jesteśmy oburzeni!

Nie dlatego, że po raz pierwszy zetknęłyśmy się z krytyką wyglądu osoby publicznej, lecz dlatego, że dzisiejszy wpis opublikowany w jednej z grup — świeży, aktualny, rozwijający się na naszych oczach – stał się kolejnym dowodem na to, jak bardzo zmieniły się standardy komunikacji w przestrzeni publicznej i jak łatwo zaczęto akceptować zachowania, które jeszcze niedawno uznawane były za oczywiste przekroczenie granic.

W ciągu zaledwie kilku godzin powstała dyskusja, w której dziesiątki, a następnie setki osób zaczęły analizować twarz kobiety, przypisywać jej konkretne zabiegi z zakresu medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej oraz oceniać ich efekty, a także – co szczególnie niepokojące – formułować jednoznaczne sądy dotyczące jej wyglądu i decyzji, których nie znają i których kontekstu nie są w stanie poznać.

W centrum tej sytuacji znalazła się znana polska dziennikarka, jednak sprowadzenie całego problemu wyłącznie do jednej osoby byłoby nie tylko uproszczeniem, ale wręcz pominięciem jego istoty. To, co wydarzyło się pod tym wpisem, nie dotyczy bowiem tylko konkretnej twarzy, lecz mechanizmu, który coraz częściej ujawnia się w social mediach i który w sposób systemowy zmienia sposób, w jaki mówimy o wyglądzie, medycynie i drugim człowieku.

Granica pomiędzy opinią a naruszeniem – komentarz, który obdziera z godności

Media społecznościowe stworzyły iluzję, że dostęp do czyjegoś wizerunku oznacza prawo do jego interpretowania, oceniania i analizowania. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której granica pomiędzy opinią a naruszeniem prywatności zaczyna się zacierać, a w wielu przypadkach – całkowicie znika.

W analizowanej dzisiejszej dyskusji bardzo wyraźnie widać, że komentarze szybko przestały mieć charakter ogólnych spostrzeżeń, a zaczęły przyjmować formę szczegółowych „analiz”, w których użytkownicy przypisywali konkretne procedury medyczne, takie jak wypełniacze, toksyna botulinowa czy lifting, jednocześnie oceniając ich zasadność oraz efekt końcowy.
Cóż – doczekaliśmy się więcej „specjalistów chirurgii plastycznej” niż w rzeczywistości istnieje, a przypominamy, że jest ich w Polsce ponad 250, a w trakcie specjalizacji ponad 70… a na grupie – setki.

Na pierwszy rzut oka może to sprawiać wrażenie wypowiedzi opartych na wiedzy, jednak w rzeczywistości są to przypuszczenia pozbawione jakichkolwiek podstaw diagnostycznych, ponieważ nie wynikają z badania pacjenta, znajomości jego historii medycznej ani rozmowy z nim.
Co więcej, są one formułowane publicznie, bez zgody osoby, której dotyczą, co w oczywisty sposób narusza jej prawo do prywatności i godności.

Kobieta publiczna nie traci prawa do decydowania o własnym ciele – nawet jeśli inni uznali, że mogą je komentować

Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów w tego typu sytuacjach jest przekonanie, że osoby publiczne muszą liczyć się z oceną, również w zakresie wyglądu. O ile w pewnym zakresie można to uznać za element funkcjonowania w przestrzeni medialnej, o tyle to, co obserwujemy obecnie, wykracza daleko poza granice uzasadnionej krytyki.

Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy komentowaniem działalności publicznej a analizowaniem ciała i decyzji medycznych drugiego człowieka. Fakt, że ktoś jest rozpoznawalny, nie oznacza, że jego ciało staje się dobrem wspólnym ani że można je traktować jako przestrzeń do publicznych rozważań, domysłów i ocen.

To przesunięcie granicy jest szczególnie niebezpieczne, ponieważ prowadzi do normalizacji zachowań, które w istocie są formą ingerencji w sferę prywatną, a jednocześnie odbywają się w sposób społecznie akceptowany.

To kobiety w największym stopniu komentują wygląd innych kobiet

Analizując strukturę komentarzy, nie sposób pominąć jednego z najbardziej uderzających elementów tej sytuacji, jakim jest fakt, że znaczną część wypowiedzi stanowią komentarze kobiet kierowane pod adresem innej kobiety. Nie jest to jedynie kwestia tonu czy używanego języka, lecz głębszego mechanizmu społecznego, który od lat funkcjonuje w tle i który w takich momentach staje się szczególnie widoczny.

Kobiety, które przez lata funkcjonują w kulturze silnie skoncentrowanej na wyglądzie, bardzo często internalizują narzucone standardy, a następnie – świadomie lub nie – zaczynają stosować je wobec innych kobiet. W efekcie powstaje przestrzeń, w której zamiast wsparcia i zrozumienia pojawia się porównywanie, ocenianie i deprecjonowanie.

Paradoks polega na tym, że ta sama kultura, która promuje młodość i atrakcyjność jako wartości nadrzędne, jednocześnie krytykuje wszelkie próby ich utrzymania. Kobieta, która nie korzysta z zabiegów estetycznych, może zostać uznana za zaniedbaną, natomiast ta, która się na nie decyduje, naraża się na zarzuty przesady czy sztuczności. W ten sposób każda decyzja staje się potencjalnym powodem do krytyki.

Medycyna estetyczna i chirurgia plastyczna sprowadzone do bezmyślnego oceniania

Warto w tym miejscu wyraźnie podkreślić, że sama medycyna estetyczna i chirurgia plastyczna nie jest źródłem opisywanego problemu. W swojej istocie stanowią one dziedziny medycyny, których celem jest poprawa jakości życia pacjentów, ich samopoczucia oraz komfortu psychicznego. Problem pojawia się w momencie, gdy te dziedziny medycyny zostają oderwane od swojego kontekstu medycznego i sprowadzone do roli wizualnego efektu, który można ocenić na podstawie zdjęcia.

W analizowanych komentarzach zabiegi estetyczne funkcjonują jako etykiety przypisywane na podstawie wyglądu, a nie jako element procesu, wymagającego wiedzy, doświadczenia i indywidualnego podejścia. Tego rodzaju uproszczenia prowadzą nie tylko do błędnych wniosków, ale również do deprecjonowania pracy lekarzy i niezrozumienia samej istoty tych dziedziny medycyny.

Odpowiedzialność środowiska medycznego – temat, którego nie można pominąć

Nie można również pominąć faktu, że tego typu narracje nie funkcjonują wyłącznie wśród anonimowych użytkowników internetu. Coraz częściej pojawiają się także w komunikacji części lekarzy, którzy analizują twarze znanych osób, przedstawiając swoje przypuszczenia jako formę… no właśnie nie potrafimy tego nawet nazwać, bo napewno nie jest to forma edukacji pacjenta…

W praktyce jednak takie działania bardzo często mają charakter wizerunkowy i opierają się na wykorzystaniu rozpoznawalnych twarzy jako punktu odniesienia. Szczególnie widoczna jest przy tym selektywność – większa ostrożność wobec osób z własnego rynku oraz większa swoboda w odniesieniu do celebrytów zagranicznych.

Tego rodzaju podejście rodzi poważne pytania etyczne, ponieważ prowadzi do sytuacji, w której standardy komunikacji nie są jednolite, lecz zależą od kontekstu i potencjalnych korzyści.

To od lekarzy zaczęło się ocenianie twarzy celebrytów – głównie tych z zagranicy…

Jeżeli chcemy uczciwie odpowiedzieć na pytanie, skąd wzięło się społeczne przyzwolenie na publiczne analizowanie wyglądu i zabiegów osób przez lekarzy zajmujących się medycyną estetyczną, które nie są ich pacjentami, to nie możemy zatrzymać się wyłącznie na poziomie komentarzy anonimowych użytkowników internetu.

To zjawisko nie powstało samo. Zostało wcześniej oswojone – przez marketingowców współpracujących z lekarzami, którym łatwiej jest podsunąć zdjęcie znanej aktorki z zagranicy, niż wziąć się do realnej pracy i zrozumieć specyfikę zawodu swojego klienta – lekarza.

Mamy nadzieję, że ten tekst przeczytają również lekarze i zaczną egzekwować wiedzę oraz odpowiedzialność od osób, które reprezentują ich w mediach społecznościowych i namawiają do działań, które nie mają nic wspólnego z etyką ani profesjonalizmem, a tym bardziej z edukacją pacjentów.

W ostatnich latach można było zaobserwować wyraźny trend, w którym lekarze zaczęli publicznie analizować twarze celebrytów, najczęściej tych zagranicznych, rozkładając ich wygląd na czynniki pierwsze i przypisując konkretne procedury medyczne. Tego typu wypowiedzi bardzo często były przedstawiane jako forma edukacji, jednak ich konstrukcja opierała się nie na omawianiu procesów czy zasad, lecz na konkretnych osobach, które nie były pacjentami i nie wyrażały zgody na takie analizy.

To właśnie w tym momencie została przesunięta granica.

Bo jeśli lekarz – osoba, której zawód opiera się na zaufaniu, dyskrecji i odpowiedzialności – zaczyna publicznie „czytać twarz” drugiego człowieka i przypisywać mu zabiegi, to wysyła jasny sygnał: takie działanie jest dopuszczalne.

A jeśli jest dopuszczalne dla specjalisty, to tym bardziej zaczyna być dopuszczalne dla wszystkich.

Nie jest przypadkiem, że w tego typu analizach znacznie częściej pojawiają się osoby zagraniczne, podczas gdy wobec osób z własnego rynku zachowywana jest większa ostrożność. W środowisku funkcjonuje bowiem bardzo pragmatyczne podejście, zgodnie z którym „lepiej nie wypowiadać się o kimś, kto może kiedyś zostać naszym pacjentem lub można od niego dostać pozew sądowy”. W praktyce oznacza to, że standard etyczny nie jest jednolity, lecz uzależniony od potencjalnych konsekwencji.

Taka selektywność nie ma nic wspólnego z edukacją. Jest formą kalkulacji.

I to właśnie ona przyczyniła się do powstania przyzwolenia, w które dziś każdy, kto ma dostęp do internetu, uznaje, że ma prawo robić dokładnie to samo – analizować, oceniać i komentować czyjąś twarz tylko dlatego, że została pokazana publicznie.

Głos redakcji – Anna Jaskiewicz i Barbara Szuszkiewicz

Jako redakcja magazynów z serii Aesthetic.Expert, od lat zajmująca się edukacją pacjentów oraz współpracą ze środowiskiem medycznym, nie możemy pozostać wobec tego zjawiska obojętne.

„Rozumiem, że osoba publiczna, ale pozwalanie sobie na komentarze typu co miała robione i cała reszta komentarzy to obdzieranie kogoś z godności. Skoro celebrytka czy inna osoba publiczna nie mówi dokładnie co sobie robiła, to powiem wam jedno - takie omawianie to bardzo nieładne postępowanie. WSTYD.” Anna Jaskiewicz (komentarz z dyskusji, która nas zbulwersowała)

W ostatnich latach coraz częściej pojawiają się próby uzasadniania tego typu zachowań poprzez odwołanie do zmieniających się realiów społecznych, jednak zmiana kontekstu nie oznacza zmiany podstawowych zasad szacunku wobec drugiego człowieka.

Do tego aspektu odnosi się również Barbara Szuszkiewicz:

„Najbardziej uderzające nie jest to, że pojawiają się krytyczne komentarze, ale to, że tak często pochodzą one od kobiet. To pokazuje, jak bardzo normalizujemy ocenianie siebie nawzajem i jak łatwo przekraczamy granicę między opinią a zwykłym brakiem szacunku. Jeśli same sobie to robimy, nie możemy oczekiwać, że świat zewnętrzny będzie wyglądał inaczej.”Barbara Szuszkiewicz (komentarz z dyskusji, która nas zbulwersowała)

Głosy z komentarzy – nasza analiza

Poniższe wypowiedzi nie są wyjątkami. Są reprezentacją sposobu myślenia, który w tej chwili funkcjonuje w przestrzeni publicznej.

Ocena wyglądu

„Masakra”
„Nie do poznania”
„Wygląda bardzo niekorzystnie”
„Kiedyś była piękną kobietą”
„Sztuczna”
„Katastrofa”

Pseudomedyczne analizy

„Na pewno ma dużo wypełniaczy”
„Miała lifting”
„To botoks i kwas”
„Zastoje limfatyczne i zrosty”
„Twarz przestylizowana”

Narracja kobiet wobec kobiet

„Po co się tak oszpecić?”
„A była taka ładna…”
„Wszystkie teraz wyglądają tak samo”
„Kukiełka bez osobowości”

Dehumanizacja

„Chomik”
„Potwór”
„Co to jest?”
„Fuj”

Głosy rozsądku

„To jej sprawa”
„A co to kogo obchodzi?”
„Nie rozumiem tych komentarzy”
„Żyjcie swoim życiem”

Kobiety komentują kobiety – ale jak…

Analizując całość tej dyskusji, nie sposób pominąć jednego z najbardziej uderzających i jednocześnie najbardziej niewygodnych wniosków, który nasuwa się niemal natychmiast po przeczytaniu setek komentarzy.

To w zdecydowanej większości kobiety komentują wygląd innej kobiety.

To kobiety formułują najbardziej szczegółowe „analizy”, to one porównują, oceniają, wyciągają wnioski, a bardzo często – niestety – również używają języka, który nie pozostawia miejsca na szacunek czy choćby minimalną empatię.

Nie oznacza to oczywiście, że mężczyźni nie uczestniczą w tego typu dyskusjach, jednak trudno nie zauważyć, że aż tak intensywna, emocjonalna i momentami bezwzględna forma oceny znacznie rzadziej pojawia się w ich wypowiedziach.

To prowadzi do pytania: Czy to o czymś świadczy?

Czy mamy do czynienia z mechanizmem, w którym kobiety – funkcjonujące od lat pod presją wyglądu, ocen i porównań – nieświadomie zaczynają powielać te same schematy wobec innych kobiet?

A może jest to efekt frustracji, napięcia i nieustannego poczucia bycia ocenianą, które w pewnym momencie znajduje ujście właśnie w tego typu komentarzach?

To nie są pytania retoryczne.

To są pytania, które wymagają odpowiedzi i tu by się przydała solidna analiza psychologów, psychiartów – ale również każdego z nas indywidualnie.

Ta dyskusja nadal trwa

Co szczególnie znamienne, ta rozmowa się nie zakończyła. Nikt jej nie wykasował, a wręcz przeciwnie jest podbijana i komentowana…

Komentarze wciąż przybywają, kolejne osoby dołączają do dyskusji, kolejne opinie są publikowane, a granica – o której mówimy od początku tego artykułu – nadal jest przesuwana.

To nie jest zamknięta historia. To dzieje się tu i teraz.

Pytanie, które trzeba zadać

Na końcu nie chodzi już o jedną osobę, jeden wpis czy jedną sytuację. Chodzi o coś znacznie ważniejszego.

W którym momencie uznaliśmy, że mamy prawo publicznie analizować czyjąś twarz, decyzje i ciało tylko dlatego, że ktoś jest osobą publiczną?

I jeszcze jedno pytanie, które zostawiamy bez odpowiedzi, ale którego nie da się zignorować:

Czy naprawdę chcielibyśmy, aby w taki sam sposób oceniano nas – zdanie po zdaniu, komentarz po komentarzu – przez setki obcych ludzi?

I na zakończenie…

Na końcu tej historii pojawia się pytanie, które w swojej prostocie obnaża cały absurd tej sytuacji:

„A może któraś z pań, która tak "ładnie komentuje" wygląd tej pani, pokaże nam tu swoje zdjęcie, a my wszystkie będziemy komentować jej wygląd? No, która z pań pierwsza?”

Barbara Szuszkiewicz (komentarz z dyskusji, która nas zbulwersowała)
Brawo. Ja z wielką ochotą to zrobię. Po 18 latach pracy z pacjentami medycyny estetycznej, stomatologii i chirurgii plastycznej mam swoją wiedzę i doświadczenie, a także przemyślenia, które nie zawsze wpisują się w aktualne trendy, więc jeśli Panie tego chcą - nie będzie miło. Ale już całkiem poważnie - jak można się tak zachowywać? Wstyd i jeszcze raz wstyd. Same nie chciałybyście być w ten sposób oceniane, a robicie to drugiej osobie tylko dlatego, że jest osobą publiczną. Jeszcze dziś napiszemy na ten temat ciekawy artykuł, bo nie wyobrażam sobie, abym ja, ze swoją wiedzą i doświadczeniem, oceniałam kogokolwiek - nawet własną siostrę - bez pytania o zdanie. Pozdrawiam wszystkie Panie, które potrafią zachować klasę i mają w sobie prawdziwie ludzką twarz kobiety.

Anna Jaskiewicz (komentarz z dyskusji, która nas zbulwersowała)

Drodzy Czytelnicy… zacznijcie żyć według starego powiedzenia: Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe!

Pozdrawiamy

Anna Jaskiewicz i Barbara Szuszkiewicz

A na koniec nasz komentarz podsumowujący całą dyskusję, być może kiedyś zniknie, ale niech efekt pozostanie :

Słowa komentarza z dyskusji od nas do Autorki, która wywołała ten Efekt Motyla, czego skutkiem jest ten artykuł:

Zacytuję tutaj autorkę postu, która - jak wcześniej myślałam – być może nieświadomie o coś pytając, nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji… ale godziny mijały i Pani nie zreflektowała się, nawet widząc, co zaczęło się dziać w komentarzach. Wręcz przeciwnie - z premedytacją odpowiada Pani butnie, a to już nie jest brak świadomości, tylko zwykłe chamstwo, buta i brak kultury.

Cytuję Panią spod jednego z komentarzy osoby, która zwróciła uwagę: „takim prawem, że jest to rozpoznawalna celebrytka, a nie osoba prywatna…”.

To ja w takim razie nie zapytam i zrobię dokładnie to samo z Pani zdjęciem, które jest do publicznej wiadomości wystawione. Opiszę pewną Panią w naszym artykule - taką, która uznała, że ma prawo oceniać innych tylko dlatego, że widuje ich w telewizji czy social mediach. Mogę zrobić z Pani osobę publiczną w bardzo krótkim czasie. Chce Pani? Oczywiście to żart. Prowadząc media edukacyjne od 18 lat, w tym również magazyn „Prawo i Medycyna”, doskonale wiem, co mi wolno, a czego nie. Ale proszę zobaczyć, jak cienka jest granica i jak łatwo można ją przekroczyć, jeśli ktoś uzna, że „może”.

Stała się Pani dokładnie tym zalążkiem – aktwatorem dla drożdży, które inicjuje zaczyn, od którego zaczyna rosnąć całe ciasto. Od jednego posta, jednego tonu wypowiedzi, jednego przyzwolenia zaczyna się proces, którego później nikt już nie kontroluje.

Napisałyśmy artykuł, który dziś trafi do ponad 80 tysięcy naszych subskrybentów. Taki na weekendowe przemyślenia. O tym, że każdy może w każdej chwili stać się osobą publiczną i natknąć się na taką Panią – i wiele innych, o zgrozo setki, które rozłożą czyjś wizerunek, psychikę, a często i prywatne życie, łącznie z ubiorem i bliskimi, na części. Powiem otwarcie – takiego upadku zwykłej kultury osobistej dawno nie widziałam. Takiej buty i braku empatii dla drugiego człowieka. Nakręciła Pani bardzo świadomie to, co tu się wydarzyło, choć dla wielu z Was był to tylko „relaksacyjny post w piątek”.

Piszę to do tych z najbardziej jadowitymi komentarzami - wiele z Was robiło to siedząc z telefonem w ręku, być może obok własnych dzieci, które powinny mieć w Was wzór. Albo obok partnera, któremu pokazywałyście zdjęcie „ofiary” i czekałyście na przytaknięcie. I pewnie je dostałyście – dla świętego spokoju. Bo ten sam mężczyzna na ulicy obejrzałby się za tą kobietą nie z ciekawości, tylko z czysto ludzkiej, męskiej aprobaty.

Dziękuję tym wszystkim kobietom, które wypowiedziały się tutaj kulturalnie i – mimo własnych przemyśleń – stanęły po stronie KOBIETY, która została zmielona w tym… nie boję się tego nazwać – gnojowniku komentarzy. Bo jednak jest jeszcze garstka kobiet, które potrafią zatrzymać swoją zazdrość, swoje projekcje, swoje kompleksy i stanąć w obronie drugiej kobiety przed tłumem.

I kiedy myślę, że obok Was może siedzieć dziś mała dziewczynka, która za chwilę będzie narażona na dokładnie takie same komentarze od rówieśników… albo w dorosłym życiu stanie się osobą publiczną i przejdzie przez coś, co może skończyć się depresją – to naprawdę przeraża. Bo od jednego, głupiego, nieprzemyślanego komentarza zaczyna się efekt motyla. A na końcu może być tragedia człowieka, który dziś siedzi obok Was.

Czasy się zmieniły? Nie. To nie czasy. To lenistwo, bierność i brak refleksji – choć w komentarzach byłyście bardzo aktywne. Pamiętajcie – świat zaczyna się od nas. Od naszego języka, sposobu bycia, kultury wypowiedzi i tego, jak traktujemy innych. To my tworzymy rzeczywistość, w której żyjemy – nawet jeśli wchodzimy w tak brutalną i bezmyślną otchłań internetu jak ta tutaj. Wiem, że wiele z Was zrobiło to bezmyślnie. Ale zrobiło.

Autorka postu? Może jest trochę jak Donald Trump – zachowuje się jak dziecko, które tupie nogą, bo „może”, bo „ma prawo”, bo „to osoba publiczna, więc sobie zasłużyła”. Dziś staram się tylko rzucić światło reflektorów na Pani zachowanie. Nie interesuje mnie, jak Pani wygląda, kim jest, co robi, z kim żyje, w co się ubiera. To jest Pani świat i nie mam prawa w niego wchodzić. Ale mam prawo zwrócić uwagę na to, co Pani zrobiła – i jak Pani to dalej podbija. Wybaczy Pani porównanie, ale nawet będąc kulturalną, potrafię jasno powiedzieć, co mi się nie podoba. A nie podoba mi się i nie pozwalam – jako KOBIETA – robić takich rzeczy drugiej KOBIECIE. WSTYD.

Dzisiejszy artykuł, który za chwilę dodam, dedykuję wszystkim bezmyślnie żyjącym ludziom. Bo nie ma przyzwolenia na takie zachowania – nawet w czasach AI.

I powiem coś przewrotnie – choć sama nie jestem zwolenniczką „życia z AI”. AI to tylko matematyczny mikser, który mieli miliardy danych, by wypluć statystycznie najlepiej pasujący wzorzec. Bo zapewniam Panią, że ten „zlepek miliardów danych” po przeanalizowaniu sytuacji powiedziałby jedno: zatrzymaj się, bo możesz kogoś tym skrzywdzić. A krzywda nie jest mierzalna.

Mnie może Pani rozczłonkować – od wyglądu, przez zachowanie, po moją pracę. Mnie to nie ruszy, bo znam swoją wartość. I zapewniam, że mimo 18 lat pracy między chirurgią plastyczną a medycyną estetyczną nigdy nie definiowałam ani siebie, ani żadnego innego człowieka przez pryzmat wyglądu. To jest ta „stara szkoła”, którą wyniosłam z domu – od mojej mamy, babci, cioć i kobiet, które mnie ukształtowały. Dzięki nim moja psychika nie jest uzależniona od walca ocen innych ludzi. I to właśnie polecam – każdemu. Jeśli chcemy przeżyć w czasach, w których tak łatwo o brak empatii i zwykłą ludzką nieżyczliwość, trzeba mieć w sobie coś więcej niż tylko reakcję na cudze opinie.
— Anna Jaskiewicz
(komentarz z dyskusji, która nas zbulwersowała)

ZASTRZEŻENIE Treści z naszego portalu są jedynie wskazówkami dla zainteresowanych i zawsze rekomendujemy skonsultowanie się z wykwalifikowanym specjalistą w przypadku jakichkolwiek pytań lub wątpliwości dotyczących danego tematu. Nie są to treści edukacyjne. Administratorzy portalu nie ponoszą żadnych konsekwencji wynikających z wykorzystania informacji zawartych na naszych stronach. Wszelkie treści umieszczane na niniejszej stronie internetowej chronione są prawem autorskim.

Anna Jaskiewicz Barbara Szuszkiewicz

Redaktor Naczelne magazynów Aesthetic.Expert „Uzewnętrznij swoje piękno świadomie!” oraz współwłaścicielki agencji Golden Medical Media Jaskiewicz & Szuszkiewicz. Od ponad 17 lat edukujemy pacjentów w zakresie chirurgii plastycznej, medycyny estetycznej i pokrewnych dziedzin. Pod okiem ekspertów-lekarzy pomagamy pacjentom podejmować świadome decyzje i trafiać do odpowiednich specjalistów. Tworzymy przestrzeń do komunikacji i mediacji medycznej między pacjentami a lekarzami, zarówno w naszych czterech rejestrach lekarzy, jak i w kilku tematycznych magazynach. Kontakt: +48 698 291 154 ae@aesthetic.expert

Start typing and press Enter to search

error: Treść jest chroniona! Masz ochotę na naszą treść? Zamów, zapłać, stworzymy!